Rozdział 39. Kroki i decyzje

Buon Compleanno, Cesare! Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!

Podejmowanie decyzji zawsze wymaga pewnego zdecydowania i przygotowania. Konsekwencje mogą być bowiem przerażające, choć to też zależy od sytuacji. Inaczej jest w przypadku, gdy wybierzemy inny deser niż dotychczas i nam nie posmakuje, a inaczej, gdy trzeba skazać sojusznika na śmierć, skoro okazał się być zdrajcą.
Lorenzo tego nie znosił. Tej całej wojny mafii, która pochłaniała niepotrzebne ofiary. Gdyby mógł, w ogóle nie wysyłałby zabójców na wrogów. Wolał rozmawiać niż walczyć, ale w czasie swojego życia nauczył się, że większość rzeczy nie jest tak prostych. To, że on nie pragnął konfliktu, nie oznaczało, że inni również tak myśleli. Niektóry byli po prostu destrukcyjni z natury.
Tym razem jednak sam nie zamierzał odpuścić. Nie potrafił wybaczać, kiedy krzywdzono jego najbliższych, a Sworta w ostatnich miesiącach napsuła Tovarro mnóstwo krwi. Choć z niesmakiem, musiał przyznać, że cały plan był doskonale przygotowany, a jego realizacja też przyniosła odpowiednie rezultaty. Nic dziwnego, że mieli z tego tyle kłopotów, a ich pozycja przez wrogów mogła zostać odczytana jako słabnąca. Przeciwnik działał w cieniu, mając wielu informatorów w ich szeregach. Taka zdrada zawsze boli. Ufali tym ludziom, powierzali sekrety, które mogły przynieść klęskę, chronili przecież te same wartości, a jednak pozwolili się zwerbować Sworcie. Czytaj dalej Rozdział 39. Kroki i decyzje

Reklamy

Rozdział 38. Dwie bajki

Wesołych Świąt, kochani!

Świat jest tylko jeden – tak nam podpowiada logika. Dla większości ludzi świat kończy się na Ziemi, bo nie mają fizycznych możliwości jej opuszczenia, to udaje się tylko garstce wybranych. Może w przyszłości technologia pozwoli, by wszelkie wizje podróży międzyplanetarnych zawarte w popkulturze stały się rzeczywistością. Jednak jeszcze nie teraz.
Jednak logika swoje, a życie swoje. I tak mamy wiele światów na jednej Ziemi. Podział jest różny w zależności od kryterium, jakie przyjmiemy. Ekonomia, pozycja społeczna, zawodowa, czasami nawet osobiste rankingi danej jednostki.
W sumie to każdy sam kształtuje świat wokół na taki, który byłby najbliższy ideałowi. Nie bez przyczyny mówi się „żyje we własnym świecie”. I te „światy” przenikają się, gdy tylko dochodzi do spotkań międzyludzkich. Nikt nie żyje w pełni sam, ludzie to gatunek stadny.
Rosalie też miała swój świat, który kształtowała tak, jak uważała to za słuszne. Nie było to proste. Od początku życia jej los był kształtowany przez innych, bliskich jej ludzi. Jednak nie była to historia, którą chciałaby się z kimkolwiek dzielić. Gdy tylko dorosła do odpowiedniego wieku, uciekła z tamtego świata, choć on o niej nie zapomniał. Każda nadarzająca się okazja sprawiała, że wyciągał po nią ręce. Tak narodziła się Różana Zabójczyni. Czytaj dalej Rozdział 38. Dwie bajki

Rozdział 37. Stare przyjaźnie

Rozdział bez korekty!

Każdy związek międzyludzki, czy to miłość czy przyjaźń czy też interesy, wymaga lojalności. Inaczej słowa i czyny nic nie znaczą. Jak można komuś zaufać i coś powierzyć, skoro ta osoba za chwilę zacznie działać na naszą szkodę? Byłoby to głupie i zupełnie nieopłacalne. Zresztą prowadziłoby do zemsty, ta pociągnęłaby kolejną aż do panowania chaosu. Zaś w nim nikt by nie wygrał, bo nic nie mogło się narodzić i nikt by niczego nie zyskał.
Właśnie dlatego tak ważna była lojalność. Zwłaszcza w interesach. Nikt nie chce tracić, ważny jest zysk. Każdy to wie. Mafia również. Generowanie strat mogło skończyć się zniszczeniem organizacji. Poza tym złamanie umowy w przypadku mafii zwykle pociągało za sobą konsekwencje w postaci utraty dochodu i życia. Rzadko kiedy wybaczano nielojalność.
Za każdym razem było to przykre. Ludzie naprawdę pragnęli wierzyć sobie wzajemnie, takie życie było lepsze dla wszystkich. Jednak świat to dość nieprzyjemne miejsce, gdzie każdy pilnował własnego interesu. Zdrada i szukanie korzyści u innych było na porządku dziennym. Nikt nikomu do końca nie ufał, każdy dzień mógł być końcem wszystkiego. Ta świadomość bolała, a jednak należało z nią żyć i znajdować w tym wszystkim pozytywy. Wierzyć. Czytaj dalej Rozdział 37. Stare przyjaźnie

Rozdział 36. Gdzie kwitną dzikie róże

Kiedy Rabbia wchodziła do akcji, każdy wiedział, co do niego należy. Nie było czasu na wątpliwości, jedna chwila zawahania i zadanie mogło zakończyć się niepowodzeniem, a to rzutowałoby na całą jednostkę. To też kwestia tego, że byli najlepsi, więc to im się raczej nie zdarzało. Zresztą w akcji myślenie o głupotach byłoby proszeniem się o kłopoty.
O oficerach Rabbii zawsze mówiono jak o pewnych siebie. W większości urodzeni w mafii, dobrze wykształceni, przyzwyczajeni do luksusu zawsze otrzymywali to, co najlepsze. Co mogło sprawić im trudność? Tak przystojni mężczyźni nawet nie musieli martwić się o zainteresowanie niewieścich serc, tak piękna kobieta zawracała we wszystkich męskich głowach. Czego pragnęli, było ich. Zła sława jednostki sprawiała, że obawiano się ich wszędzie, gdzie się pojawili. W jednej chwili pięknie uśmiechnięci, w drugiej skąpani we krwi wrogów swej rodziny. Zdawać by się mogło, że nie mają słabości. Czytaj dalej Rozdział 36. Gdzie kwitną dzikie róże

Rozdział 35. Miejsce zwane domem

Buon Compleanno, Elena!

Gwałtowne wydarzenia w życiu niejednokrotnie kończą się traumą. Coś sprawia, że świat dookoła nagle przestaje być tym, za co go mieliśmy, a my sami niekiedy stajemy się własnymi wrogami. Chowamy się, niszczymy siebie i więzi z innymi, nie potrafimy wrócić do życia sprzed tragedii. To trudne i niekiedy kończy się kolejnym dramatem.
Ważne, żeby próbować opanować skutki traumy, nim nas przerosną. Czasami wystarczy do tego obecność bliskich nam osób, czasem niezbędna jest pomoc specjalisty. Najgorszym rozwiązaniem było pozostawienie traumy samej sobie, bo samo przejdzie. Nie przejdzie. Rany duszy nie goją się tak szybko jak ciało, czasem nie goją się nigdy, lecz nieleczone przynoszą dużo gorsze powikłania niż zakażenie rozbitego kolana. Nie wolno tego bagatelizować.
To nie była pierwsza trauma Eleny. Jakby je tak policzyć, zgromadziłaby się mała kolekcja. Wśród rabbijczyków prawdopodobnie to ona miała najbardziej pod górę. Można to zwalić na jej płeć, bo skoro jest kobietą, powinna się zajmować typowo kobiecymi sprawami i wielu nieprzyjemności mogłaby uniknąć. Tylko czy sama się o to prosiła? Jako dziecko nikomu nie zawiniła, a to właśnie ona znalazła swojego ojca rozpuszczonego w kwasie we własnym, bezpiecznym domu. Miesiącami nie potrafił wejść do łazienki sama, o wannie nie wspominając. Ile razy budziła w nocy Fabia, żeby jej towarzyszył? Sami nie byli pewni. Dotąd natomiast Elena nikomu nie pozwalała przygotować sobie kąpieli, dotyczyło to również Furpii, który był przecież ostatnią osobą pragnącą zrobić jej w ten sposób krzywdę. Czytaj dalej Rozdział 35. Miejsce zwane domem

Rozdział 34. Nie wierzę w bezinteresowność

Czasami wszystko mówi, żeby uciekać. Nieważny jest powód. Po prostu uciekać. Jak najdalej. Przed niebezpieczeństwem, by chronić życie. Przed problemami, by nie mierzyć się z nimi teraz, w tej chwili. Przed kimś, kogo nie chcemy spotkać.
Wydawać by się mogło, że ucieczka jest wyrazem tchórzostwa, więc należy ją piętnować. Przecież unik nie rozwiązuje problemów, jedynie wszystko opóźnia, doprowadzając tym samym do ich eskalacji. To tylko wszystko pogarsza i należy uświadamiać sobie i innym, że ucieczka to nie rozwiązanie. Etos bohatera, któremu nic nie jest straszne, bardzo w tym pomaga. Już od dziecka jesteśmy nim karmieni, by wyrośli z nas ludzie odważni i stawiający czoła problemom dnia codziennego. A przecież nie każdy jest do tego stworzony, mamy swoje lęki i niepokoje, ograniczenia. Kiedy chcemy przed nimi uciec, pojawiają się szykany i kpiny. Napiętnowanie.
A jednak dla wielu ucieczka nie jest niczym złym. Reakcja na strach, instynkt samozachowawczy, rozsądek, odpoczynek od codzienności, uwolnienie się od tego, co nas gnębi. Wiele zależy od sytuacji i kontekstu, ale ucieczka nie musi być kojarzona negatywnie. Czytaj dalej Rozdział 34. Nie wierzę w bezinteresowność

Rozdział 33. A więc wojna

Rozdział bez korekty. Za wszelkie błędy przepraszam.

Przesada w którąkolwiek stronę zawsze kończy się źle. Zaniedbanie szkodzi tak samo jak nadmierna troska. Stąd potrzeba równowagi w każdym aspekcie życia. Poszukiwanie złotego środka nie należy do rzeczy prostych. Czasami jego osiągnięcie jest niemożliwe, przerasta nasze możliwości i miotamy się bezradnie na wszystkie strony, nie wiedząc, co ze sobą począć. Zawsze bowiem są co najmniej dwie drogi wyboru, to już jest skomplikowane, a gdy pojawia się ich więcej, presja otoczenia jeszcze pogarsza sprawę.
Odnalezienie równowagi pozwala odgonić chaos i utrzymać stan rzeczy w najlepszej opcji. Czasami brzmi to dość tchórzliwie, lecz niekiedy inne wyjście oznacza niepotrzebne konflikty, a tych przecież nikt sobie nie życzy.
W mafii też potrzeba równowagi. Różne mafie mają własne interesy kolidujące ze sobą w wielu przypadkach, nieważne, czy mówimy o sojusznikach czy wrogach. To prowadzi do konfliktów i wojen. O ile sprawa jest mała, nie trzeba się tym tak przejmować. Gorzej, jeśli taki spór ma wpływ na cały półświatek. W celu zapobiegania wielu z nich ustanowiono sojusze, a także pakty o nieagresji. Równowaga zapewniała spokój na tyle, by każdy mógł żyć według własnych zasad. Czytaj dalej Rozdział 33. A więc wojna

Rozdział 32. Oddech śmierci

Podziemia dworku Rabbii były dość rozległe. Nikt by się nie spodziewał, że pod tym starym budynkiem znajduje się tak nowoczesna jednostka. Parking wypełniony drogimi, głównie sportowymi maszynami, zbrojownia, sale treningowe, odprawa, magazyny i przede wszystkim więzienie.
Nie korzystano z niego zbyt często, bo też Rabbia rzadko brała jeńców. Większość spraw załatwiali na miejscu, pozostawiając za sobą trupy. Zresztą przesłuchania były domeną Falca i jego ludzi, dla nich wszelkie informacje były przydatne, zaś Rabbia i tak musiałaby je przekazać dalej. Szkoda zachodu. Większość więźniów i tak miękła po samym spotkaniu z siedmioma diabłami i bardzo szybko zaczynali współpracować, nie chcąc powtórki.
Byli jednak tacy więźniowie, którymi Cesare i pozostali zajmowali się osobiście. Tak jak i teraz. Na zimnej podłodze jednej z cel leżał sponiewierany młody mężczyzna. W ciemności trudno było rozpoznać rysy jego twarzy, ale nikt tego nie potrzebował. W dworku wszyscy wiedzieli, kim jest jeniec i czym naraził się diabłom. Czytaj dalej Rozdział 32. Oddech śmierci

Rozdział 31. Porażki

Wiele mitologii mówi, że na początku był chaos. Dopiero z niego wyłoniła się pierwsza siła tworząca świat albo świat w ogóle. Trudno naprawdę określić, jak było w rzeczywistości, lecz kategoria chaosu nie była obca żadnemu człowiekowi. Przeciwieństwo porządku, do którego dąży większość społeczeństwa, ustalając zasady i normy. Gdy wszyscy się do nich dostosowali, nie można było mówić o chaosie.
Ten istniał w przyrodzie, choć nadal musiał dzielić się miejscem z porządkiem. Nie dawał jednak za wygraną. Wszelkie klęski żywiołowe były pożywką dla chaosu, gwałtownie zmieniał życie wszystkiego dookoła. Niszczył wszelkie porządki bez odrobiny litości. Nie pozwalał się ujarzmić i nikt nie był pewny, do czego doprowadzi.
Bano się tych, którzy krzewili chaos, burząc porządek życia. Trudno było przewidzieć ich kolejny krok i skutki działań. Wszystko nagle się zmieniało. Takie jednostki starano się izolować i resocjalizować. To nie chaos, a porządek miał o wszystkim decydować, po to było prawo, zasady, normy. Przez stulecia ludzie wypracowali pewne zachowania, by nie wracać do czasów chaosu. Nienawidzili ich.
A wystarczy jedno zdarzenie, by wywołać chaos. Czasami drobne i niepozorne jak nieodpowiednio dobrane słowo, czasami na tyle dosadne, by świat zadrżał w posadach. Czytaj dalej Rozdział 31. Porażki

Rozdział 30. Doskonały plan

W życiu wiele decyzji podejmujemy spontanicznie, pod wpływem chwili lub emocji. Zwykle kończy się to niezbyt przyjemnie, choć czasem okazują się one decyzjami życia.
Jednak wiele sytuacji potrzebuje wcześniej przygotowanego planu, a nawet kilku. To dzięki nim możemy przewidzieć wiele kolejnych zdarzeń, a to może nawet uratować życie. Z planów korzystają wszyscy prócz ostatnich desperatów, którzy nie mają nic do stracenia. Plan to zwykle gwarancja sukcesu. Wywoływanie wojny bez planu to głupota, a nawet szaleństwo. Czasami sama siła nie wystarczy, by odnieść zwycięstwo.
W mafii niewielu jest takich śmiałków. Ci zwykle szybko giną, źle oceniwszy swoje możliwości, bo przeciwnik lepiej się przygotował. Zbieranie informacji, tworzenie prawdopodobnych scenariuszy, środki zaradcze – wszystko to świadczy o późniejszej wygranej bądź przegranej. Zabójca nie może pozwolić sobie na porażkę – cel następnym razem nie dopuści, aby jakikolwiek atak mu zagroził. Bez odpowiednich danych, przygotowań można jedynie kierować się instynktem, a to za mało. Tak samo mafijny szef bez planu nie może rozpocząć wojny, by nie stracić swoich wpływów, terenu i ludzi. Czytaj dalej Rozdział 30. Doskonały plan